Michał Różycki o kołach Blood Orange !

Wysłany przez: Hellsboards Superadmin Na: Monday, May 15, 2017 Komentarz: 0 Hit: 269

       Sezon longboardowy już się zaczął. Wielu wyszło na lokalne spoty katować nowe tricki lub doskillować się w standupach. Wielu również postanowiło zakupić nowy sprzęt, dechy, trucki, koła.
Zrobiłem tak i ja !

        Zakupiłem swoje wymarzone Blood Orange Morgan Series 84a. Blood Orange to legendarna marka i chyba każdy szanujący się longboardzista ją zna a także zna ich filmy i Liam’a, więc nie ukrywam: marketing na mnie zadziałał, zawsze byłem ciekaw tych kół, jak latają bokiem, czy są tak dobre jak mówią itp. Gdy przyszły, natychmiast zabrałem je na słuszną slide sesję !

Koła Blood Orange 84A 70mm

         Nie owijając w bawełnę, założyłem je i zrobiłem pierwszego stand up’a. Byłem zarazem zaskoczony, a zarazem nie, ponieważ koła poleciały dokładnie tak, jak się tego spodziewałem. Nie odleciały jak szalone, ani nie zostały za mną razem z deską, po prostu poleciały dokładnie tak, jak tego chciałem. Byłem zdziwiony, to raczej oczywiste, że do nowych kół trzeba się przyzwyczaić, pojeździć trochę, zrozumieć je. Tutaj wystarczył jeden zjazd i byłem pewny, że to będzie długa znajomość. Koła były dosyć lodowe jak na tę serię (to przecież najwyższy durometr z możliwych), a równocześnie nadal maślane i bardzo kontrolowalne. Serio. Nie pamiętam, żebym kiedyś miał tak dużą kontrolę, nad tak śliskimi kołami (możliwe, że po części wynika to z mojej wagi 58kg, dla dużo cięższych polecałbym wersję 82a). Na asfalcie koła zostawiają wyraźne ślady. Grube i białe, czyli takie jakie mają być. Wysoki roll speed przez olbrzymi niebieski rdzeń, więc koła idealne na większe prędkości, chociaż można ich używać i na wolniejszych spotach (tak jak ja). Po dłuższej jeździe spostrzegłem cechę charakterystyczną dla kół z tak sypiącym się uretanem, czyli drobne nierówności. Nie chciałem, aby przez moją nieuwagę te maleństwa dostały jakiegoś flatspota (broń boże!), więc natychmiast zadziałałem i zrobiłem najbardziej okrągłego colemana jakiego potrafiłem. Nierówności zniknęły tak, jak to było zamierzone. Oczywiście nie odmówiłem sobie testowania tych cudeniek przy robieniu wszelkiego rodzaju dancingu czy ogólnie pojętego freestyle’u. Spostrzeżenia po niemalże miesiącu są takie, że koła ani trochę się nie kruszą i ogólnie nadają się na codzienne wyjście na lokalny plac aby po prostu połupać deską w asfalt. Trochę gorzej jest z cruisingiem, bo najzwyczajniej w świecie koła są twarde i nie łapią zbyt dużo nierówności, kamyków itp.



Michał Różycki



         Podsumowując: Koła idealnie spisują się na slidach, freeridzie, dancingu, freestylu, nieprzyjemnie jeździ się po kostce jak na mój gust. Jeśli pragniesz szybkości, białych krech ;), czegoś przyjemnego i trwałego do flipów lub tańczenia, to to są koła dla Ciebie.

Polecam !

Michał Różycki

Comments

Leave your comment

Scroll To Top